W Dąbrowie Górniczej kuriozum goni kuriozum – Katarzyna Zagajska

W Dąbrowie Górniczej kuriozum goni kuriozum

Problemy ze szkołami, kryzys w szpitalu. Co będzie dalej?
Luty 23, 2019
Racjonalne argumenty kontra partykularne decyzje
Kwiecień 14, 2019

W Dąbrowie Górniczej kuriozum goni kuriozum

Z przykrością zwracam się do mieszkańców, którym zależało na utworzeniu szkoły sportowej w ramach ZSS oraz utrzymanie SP nr 3 przy ulicy Mireckiego. Niestety mimo całego zaangażowania, dobrej woli wielu ludzi, którzy nam pomagali i doradzali nie udało nam się przeforsować tego projektu.

Przypomnę Państwu, że jeszcze podczas ferii miała się odbyć sesja nadzwyczajna, na której planowaliśmy procedować nad projektem uchwały, który wprowadzałby powyższe rozwiązania. Niestety większość radnych nie była zainteresowana wprowadzeniem tego rozwiązana, więc…nie przyszli. Z braku quorum sesja odbyła się dopiero rano 20 marca. Tym razem udało się sesję uprawomocnić, ale nie wprowadzono naszego nowego projektu uchwały wraz ze statutem. Mieliśmy już dopracowany statut, akt założycielski. Wszystko zgodnie z prawem i zaleceniami radców prawnych Urzędu Miejskiego. Włożyliśmy w to mnóstwo pracy, czasu na konsultacje, nie było jednak zainteresowania ze strony prezydenta (nie pojawił się nawet na sesji!) i sprzyjających mu radnych (pojawili się pewnie tylko, aby projekt odrzucić).

Cały czas brzmią mi w uszach słowa prezydenta Marcina Bazylaka, który tłumaczył raz radnemu Grzegorzowi Jaszczurze, że jak ma własną propozycję budżetu, niech ją opracuje i wtedy urzędnicy się nad nim pochylą. Pominął tylko kwestię braku dostępu do informacji, które taki budżet pozwalają opracować i sztab urzędników, którzy nad opracowaniem budżetu pracuje. W przypadku ZSS i SP nr 3 wzięliśmy sobie te słowa do serca, ale akurat prezydent nie dotrzymał słowa i nie wykazywał zainteresowania naszą inicjatywą.

Radnym nie wolno rozmawiać z urzędnikami

Co więcej, czy Państwo wiedzą, że w Urzędzie Miejskim w Dąbrowie Górniczej mamy dwóch znanych w Polsce specjalistów od prawa oświatowego. To Michał Łyszczarz, współautor książki „Przekształcenia szkół w obliczu reformy” oraz Patryk Kuzior, naczelnik Wydziału Nadzoru Właścicielskiego i Kontroli Wewnętrznej (i nie tylko, ale o tym poniżej), który udziela się jako ekspert na Portalu Oświatowym.

Chciałam, aby pan Michał Łyszczarz spotkał się z nami w sprawie szkół i poprosiłam o to panią naczelnik Wydziału Oświaty. Niestety zgody nie wyraził prezydent Marcin Bazylak. Nie wolno nam radnym rozmawiać z urzędnikami, specjalizującymi się w sprawach, które interesują mieszkańców. Możemy napisać interpelację do prezydenta albo zwrócić się do radcy prawnego. Kropka.

Szkoda tylko, że coraz częściej dostaję interpelacje nie w terminie, okraszone złośliwymi komentarzami albo przytykami nie na miejscu. Kiedy wnioskuję o rozpoczęcie dyskusji w sprawie schroniska dla bezdomnych zwierząt, w odpowiedzi dostaję informację, że jak wskażę miejsce na schronisko, to chętnie się sprawą urzędnicy zajmą. Kiedy proszę o wymianę tablicy na szkole, dostaję informację, że nie ma to wpływu na naukę dzieci (poważnie?).

Tu na przykład można pobrać pismo z UM, w którym wyliczono wynagrodzenie i nagrody dla urzędników.

Zwróciłam się o informacje – wydawało mi się publiczną (bo finansowaną z publicznych środków) dotyczącą wynagrodzenia i nagród urzędników. Było to w formie interpelacji. Najpierw dostałam odmowę, więc ponowiłam prośbę już jako obywatelka miasta w trybie dostępu do informacji publicznej. Udało się, ale nie bez uszczypliwości w treści pisma i długiej listy kwot bez nazwisk, czy choćby inicjałów. Warto zerknąć!

Polecam także obejrzeć relacje z sesji Rady Miejskiej. Ja wiem, że panowie prezydenci są młodzi, pełni humoru i może jeszcze nie do końca dojrzali, ale warto się przyjrzeć mimice, komentarzom, wymownym spojrzeniom, jakimi się obdarzają, gdy odpowiadają na nasze pytania. „Nasze” czyli radnych, którzy mają pytania, dociekają i mają wątpliwości. Nie przypominam sobie, by takie sytuacje miały miejsce w czasach, gdy prezydentem był Zbigniew Podraza.

W szpitalu podobno wszystko jest pod kontrolą

Po sesji, na której odrzucono nasz projekt rozwiązań ws. szkoły sportowej, przyszedł czas na sesję „zwykłą”, wynikającą z harmonogramu pracy Rady Miejskiej. Jak na ironię, zanim przystąpiliśmy do pracy, prezydent wręczał nagrody za osiągnięcia sportowe. Aż miło było popatrzeć na ogromną wręcz grupę nagradzanych. Rozstrzał wiekowy również był olbrzymi. W tym gronie znalazły się nawet kilkuletnie dzieciaczki. Szkoda, że radni i prezydent nie dali im możliwości rozwijać sportowego talentu w szkole podstawowej sportowej.

Kolejna rzecz, która bulwersuje chyba wszystkich mieszkańców Dąbrowy Górniczej to sprawa szpitala. Zespół kontrolny powołany przez prezydenta przez kilka miesięcy audytował szpital. Na czele tego zespołu stał Patryk Kuzior, wspomniany już Naczelnik Wydziału Nadzoru Właścicielskiego, potem powołany także na szefa rady społecznej szpitala. W badaniu kondycji szpitala uczestniczyli urzędnicy i kilku zewnętrznych ekspertów. Przez długi czas trudno było nawet zdobyć informacje, kto w tym zespole pracuje!

W dniu kiedy ogłaszano wyniki audytu, mieliśmy również posiedzenie Komisji Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej. Byłam pewna, że dostaniemy raport z prac albo chociaż będziemy go omawiali. Niestety, to co czasem wydaje się oczywiste, w Urzędzie Miejskim w Dąbrowie Górniczej budzi zdziwienie. Materiały nie były przygotowane, nie było ich na BIPie, urzędnicy dziwili się, że w ogóle o nie pytamy. Mieli je zatem tylko dziennikarze. Mnie materiał udało się zdobyć drogą nieoficjalną. Pytanie tylko, czy o to chodzi w pracy radnego…

UDOSTĘPNIAM GO TAKŻE PAŃSTWU

Na posiedzeniu po raz pierwszy obecny był Zbigniew Podraza w roli dyrektora szpitala i usłyszeliśmy, że wszystko jest pod kontrolą i wszystko jest dobrze. Tego samego dnia w Internecie pojawił się film z SOR, na którym pacjenci domagają się udzielenia pomocy kobiecie, która zwijała się z bólu…

Ratując wizerunkowy kryzys prezydent Bazylak wyraził zaniepokojenie sytuacją (a przecież takie incydenty to tam niemal codzienność) i wystosował list do swojego byłego szefa, który brzmiał, jakby panowie w ogóle się nie znali, a prezydent miasta pierwszy raz słyszał o jakiś problemach z lecznicą. Tymczasem raport z wynikami audytu jeszcze ciepły…Kuriozum goni kuriozum.

Dziś jeszcze ukazał się artykuł Gazety Wyborczej, z którego wynika, że Zbigniew Grzywnowicz, wieloletni p.o. dyrektora szpitala został w nagrodę za dotychczasowe „osiągnięcia” kierownikiem bloku operacyjnego, a jego córka Karolina ” dotąd  kierowniczka działu zarządzania, tak skrytykowanego w raporcie w nagrodę za te osiągnięcia awansowała właśnie na zastępczynię głównej księgowej. Nie ma w tej dziedzinie żadnego doświadczenia ani – jak wynika z naszych informacji – wykształcenia wymaganego przez ustawę o rachunkowości.

Nie mam już chyba siły nawet tego komentować.

Dodam tylko, że mnie na interepalcję, w której pytałam o rolę Zbigniewa Grzywnowicza w szpitalu odpowiedziano, że do końca lutego był zastępcą dyrektora ds. lecznictwa.

Tu link do artykułu Gazety Wyborczej

Katarzyna Zagajska