Wiele jeszcze wody upłynie, czyli znów problemy z kanalizacją – Katarzyna Zagajska

Wiele jeszcze wody upłynie, czyli znów problemy z kanalizacją

Nie prośbą to groźbą, czyli jak miasto zachęca mieszkańców do sieci kanalizacyjnej
Lipiec 6, 2016
To jest czas Osiedla Młodych Hutników
Wrzesień 30, 2016

Wiele jeszcze wody upłynie, czyli znów problemy z kanalizacją

Temat modernizacji sieci wodociągowej to wciąż jeden z najczęściej poruszanych problemów przez mieszkańców Dąbrowy Górniczej. Chociaż założenie było tak, że inwestycja podniesie  komfort i jakość życia, częściej słyszy się raczej o niepokoju i wątpliwościach.

Sytuacja robi się napięta, bo do końca września dąbrowski samorząd ma termin, by wykazać się tzw. efektem ekologicznym całej wodociągowej inwestycji, inaczej może się okazać, że miasto będzie miało spore kłopoty (ze zwrotem dofinansowania unijnego włącznie). 

Miasto z jednej strony zachęca mieszkańców, by przyłączyli się do kanalizacji (system ratalnych spłat itp.), ale z drugiej straszy (kontrole, wizja kar i grzywien). Więcej na ten temat:

http://katarzynazagajska.pl/nie-prosba-to-grozba-czyli-jak-miasto-zacheca-mieszkancow-do-sieci-kanalizacyjnej/ 

„Martwy przepis”, ale nie w Dąbrowie Górniczej

Co ciekawe, chyba z rozpędu (albo rykoszetem) „obrywa się” także tym, którzy mieszkają w dzielnicach, które kanalizacji nie mają i mieć nie mogą z przyczyn technicznych.

Rzecz w tym, że weszły w życie przepisy, z których wynika, że właściciele przydomowych oczyszczalni ścieków (także indywidualni!) mają obowiązek przeprowadzać kosztowne badania próbek ścieków. Koszt takiego badania to ok. 700 zł. W przypadku naszego miasta należy je pobierać 24 razy w roku. Mało kto wie o tych zmianach i mało kto, decydując się na takie rozwiązanie w swoim domu, jest gotów ponosić dodatkowe, spore koszty obsługi oczyszczalni.

Wiele samorządów, ekspertów, wodociągowców, posłów i nawet administracja ministerstwa ochrony środowiska, z którymi rozmawiałam stoi na stanowisku, że nowe przepisy obejmujące gospodarstwa wprowadzające do 5 metrów sześciennych ścieków są wadliwe i należy zacząć pracę nad ich zmianą. Wobec czego nie egzekwuje się tych przepisów, nie kontroluje próbek… Niestety jak się okazuje, w Dąbrowie Górniczej jest inaczej.

Jeden z mieszkańców, który swoje gospodarstwo domowe wyposażył w przydomową oczyszczalnię ścieków (nie mając właściwie innego wyjścia), dostał właśnie wezwanie do okazania 14 próbek, obejmujących analizę ścieków od początku roku. Oczywiście nie dysponuje takim materiałem.

 

Ile wody w wodzie?

Na wrześniowej sesji złożyłam interpelację, w której pytam m.in. o te właśnie, skąd taka postawa wodociągowców w Dąbrowie Górniczej.

Pytałam też o to, jak się to dzieje, że oficjalna korespondencja z Jednostki Realizującej Projekt (czyli jednostki miejskiej) trafia do z mieszkańców z podpisem Henryka Zaguły, Członka Zarządu dąbrowskich wodociągów, a jednocześnie byłego wiceprezydenta, który niedawno zrezygnował ze swojej funkcji. Niejeden mieszkaniec przeżywa pewnie konsternację, otwierając pismo.

Tu akurat odnoszę się do pisma, skierowanego do jednej z mieszkanek w sprawie rozliczania jej z wywozu ścieków. Henryka Zagułę zaniepokoiły rozbieżności między ilością wody pobieranej a odprowadzanymi ściekami przez mieszkankę. Pani została wezwana do przedłożenia wyjaśnień i okazania strażnikom miejskim stosownych dokumentów.

Mieszkanka tłumaczy, że dużo wody wykorzystuje, podlewając kwiaty w ogrodzie i chociaż chciała przystąpić do programu „Woda w ogrodzie” – nie mogła. Poinformowano ją w punkcie obsługi klienta dąbrowskich wodociągów, że póki nie podłączy się gospodarstwa do miejskiej sieci sanitarnej,  montaż ogrodowych wodomierzy mija się z celem. Ostatecznie wniosku mieszkanki nie przyjęto. Co więcej, pani podłączyć się nie może z uwagi na ukształtowanie terenu, nieuwzględnienie technicznych kwestii w jej gospodarstwie przez projektantów nowej sieci oraz brak zainteresowania ze strony firm montujących przyłącza (zadanie w przypadku tego domostwa jest trudne, nieopłacalne ekonomicznie).

O wyjaśnienie tych problemów również prosiłam prezydenta w swojej interpelacji, zwłaszcza, że nierówności w bilansie wody i ścieków mogą mieć swoje różne źródło. Jak uchronić mieszkańców przed podobnymi kłopotami?

Zawnioskowałam również o zorganizowanie dodatkowego spotkania Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska, poświęconego tej tematyce. Jak widać wciąż budzi ona kontrowersje, niejasności i niepokój mieszkańców. Chciałabym, żeby mogli na niej pojawić się zainteresowani radni i mieszkańcy. To byłaby okazja, aby dopytać zarówno urzędników prezydenta Podrazy, jak i przedstawicieli wodociągów w zakresie nurtujących  nas wszystkich kwestii.

Na marginesie, niedawno odbyło się spotkanie radnych, nowych wiceprezydentów, był również pan Henryk Zaguła. Zadawałam oczywiście pytania, które na moje ręce złożyli mieszkańcy i żałuję, że wszystko miało charakter nieoficjalny (bez protokołu).

Po pierwsze odpowiedzi były raczej niejasne, a i zachowanie oraz postawa byłego zastępcy prezydenta również pozostawiała wątpliwości

(porównaj: http://katarzynazagajska.pl/oswiadczenie-w-sprawie-utrudniania-mi-pelnienia-mandatu-radnej-rady-miejskiej-w-dabrowie-gorniczej-przez-henryka-zagule-i-wiceprezydenta-dabrowy-gorniczej/)

 

Naprotechnologia zablokowana

Niezwykle istotny z punktu widzenia społecznego temat poruszaliśmy na Komisji Zdrowia. Niestety nie dane nam go było omówić, a nawet wprowadzić na sesję. Chodzi o projekt radnych klubu PiS, którzy zaproponowali, by w Dąbrowie Górniczej rozpocząć prace nad programem wsparcia leczenia niepłodności mieszkańców metodą naprotechnologii w latach 2017-2019. Propozycję tę gorąco popieram.

Przypominam jednocześnie, że w mieście ma działać wsparcie dla par korzystających z in vitro. Prace nad tym programem samorząd rozpoczął na wniosek innej grupy radnych. Co więcej w naszych pokoju zawisł apel posłanki Małeckiej-Libery, aby program in vitro wesprzeć.

Jednocześnie przedstawiciele PiS usłyszeli, że z ich propozycją należy się wstrzymać, z uwagi na plany uruchamiania wsparcia dla naprotechnologii ze strony rządu. Wielka szkoda. uważam, że zarówno osoby, które są zwolennikami leczenia niepłodności metodą naprotechnologii, jak i osoby, chcące skorzystać z procedur in vitro mają prawo do wsparcia ze strony samorządu. Niepłodność nie jest już problemem par, ale z uwagi na skalę i skutki – jest problemem społecznym.

Dyskusja na Komisji była burzliwa i bardzo merytoryczna (obie strony były do niej bardzo dobrze przygotowane). Ostatecznie wraz z radnymi PiS zagłosowałam „za” opiniując projekt, reszta Komisji (większość) wstrzymała się od głosu. Projekt trafić miał pod obrady Rady Miejskiej. Zdjęto go jednak szybko z porządku obrad. Co ciekawe przewodnicząca Agnieszka Pasternak nie pozwoliła nawet podać wyniku głosowania branżowej komisji. Uważam, że mieszkańcy i radni, nie będący członkami Komisji Zdrowia mają prawo wiedzieć, że głosów przeciwnych nie było. Niestety głosowania nad projektem  uchwały również….

Katarzyna Zagajska